siostrzany blog

sceny z życia sióstr

W ramach nowości w naszym życiu pan ojciec, po mniej więcej dziesięciu latach, zmienił godziny pracy. Dzięki czemu, pierwszy raz ma okazję, od czasu do czasu, odwozić dzieci do placówek, a wcześniej pomagać im w przygotowaniach do wyjścia. Ale choć jest naprawdę dzielny i bardzo się stara, co chwila popełnia błędy nowicjusza: a to nie taką bułkę kupi Dużej do szkoły, a to wyśle Małą bez czapki w słoneczny dzień do przedszkola, itp.
Po pierwszym poranku z tatą, zapytałam towarzystwo jak im poszło, choć nie umknęło mojej uwadze, że zestaw ubrań Nadii nie był najlepiej zgrany kolorystycznie i wyraźnie zabrakło w nim skarpetek.
- Wszystko super! – radośnie stwierdził pan ojciec.
Mała była nieco odmiennego zdania, co wyraziła teatralnie wzdychając:
- To była modowa panika!

***

Duża pojechała na pierwszą w życiu zieloną szkołę. Wróciła po trzech dniach przywożąc w podarku żółtego dinozaura z plastiku dla rodziców i ukochaną przez wszystkie znane mi dzieci, gumowatą maź w pudełku (zwaną potocznie glutem) dla siostry.
- Mam dla ciebie gluta! – poinformowała Sonia od progu.
- Jakiego koloru? – dopytywała się Nadia.
- Czerwonego.
- Ojej, to glut miłości! – zawyrokowała Mała.

Wzruszenie odebrało mi mowę.

DSC_8696-Edit

Ponieważ Sonia spędza długi weekend na majówce tanecznej, staramy się aby Nadia nie nudziła się zbytnio sama, bez siostry. Stąd pojawił się pomysł, żeby doprowadzić do szczęśliwego finału niezrealizowane marzenia Małej o odwiedzinach u przedszkolnych koleżanek. I tak przedwczoraj wpadliśmy z wizytą do Oli, a dziś zaprosiliśmy do siebie Marysię. Szczęście dziecka z powodu takiej kumulacji atrakcji towarzyskich było ogromne:
- Ale super! – cieszyła się Mała przed spotkaniem – Będę miała dwie przyjaciółki na jednym ogniu!

DSC_8646-Edit

Już się nawet nie tłumaczę, że rzadko, że nie na czas, że z takimi zaległościami. Widocznie tak teraz musi być…
Ale nie sposób nie odnotować tutaj kolejnego historycznego wydarzenia – następne pisklę poderwało się do lotu. Czy raczej odjechało samodzielnie na dwóch kółkach.
Brawo, Malutka!
Choć teraz chyba już nie wypada tak się zwracać do poważnej rowerzystki?

DSC_6619-Edit-Edit

Pan ojciec truchtał dzielnie obok wyłącznie dla asekuracji. Oraz reagował na hasło „hamulec”, bo Nadia na razie umie się zatrzymać wyłącznie przewrotką. Ale od czego cała wiosna przed nami!

Dziewczyny mają się wyśmienicie, rodzice też niczego sobie, tylko czasu ciągle zbyt mało. Zaległości się piętrzą, pani matka w wirze robót rozmaitych notuje wszystko w podręcznym kajeciku, ale nie ma kiedy usiąść i spisać tych mądrości. Może jeszcze kiedyś się uda?

Dziś na osłodę, dla najwierniejszych odwiedzających siostrzany blog, choć zdjęcie.

DSC_4190-Edit

Nadia od czasu ubiegłorocznej wycieczki do Centrum Nauki Kopernik jest absolutnie rozdarta w kwestii wyboru drogi życiowej. Bo kiedy już była pewna, że fryzjerstwo jest tym, co chce robić w życiu, okazało się, że równie fascynująca wydaje się być kariera naukowca. Do dziś, pytana kim chce zostać, niezmiennie powtarza, że naukowcem albo fryzjerką. A najchętniej jednym i drugim. I choć jej doświadczenia muzealne bywały różne, ostatnio najbardziej kręcą Małą wycieczki naukowe, a w Centrum Nauki Kopernik to właściwie chciałaby zamieszkać. Dlatego wczoraj ani trochę nie wydawała się zmartwiona, że musimy dziś wcześniej wstać bo śniadanie w przedszkolu kończy się wyjątkowo o 8.00 i podekscytowana relacjonowała mi:
- Już się nie mogę doczekać, mamo! Jutro mamy wycieczkę do muzeum rewolucji!

A mnie się wydawało, że muzea rewolucji zajęły zasłużone miejsce obok dinozaurów. Widać źle mi się wydawało…

DSC_3060-Edit

Dziś znowu nie obiecane zaległości, ale nowiny z ostatniej chwili.
Mała przyniosła z przedszkola jakiś paskudny wirus, który objawił się pobudką przedwczoraj w nocy, kiedy Nadia „zahaftowała” sobie prawie całe łóżko. Wszystko, łącznie z poduszką, poszło do prania, a biedulka przebrana w czystą piżamę, nie mając się gdzie położyć, musiała wylądować w naszej sypialni. Rano, kiedy dziecko obudziło się już jak nowonarodzone, usiłowałam tłumaczyć, że następnym razem w takiej sytuacji powinna spróbować pobiec do toalety, a jeśli czuje, że nie zdąży przynajmniej starać się oszczędzić swoje miejsce do spania. Mała spojrzała na mnie zdumiona i zapytała ze zgorszeniem:
- Na podłogę mam wymiotować?!

Wolałabym. Bardziej niż na kołderkę…

***

Sonia zrobiła nam dzisiaj test – podawała nazwiska idoli współczesnych dziewięciolatek, a naszym zadaniem było odgadnięcie kim oni są. Ponieważ większości wymienionych przez nią bohaterów popkultury w ogóle nie kojarzę, a już na pewno nie z nazwiska – byli wśród nich aktorzy (głównie z fabularnych produkcji Disneya), piosenkarze i projektantki mody – bardzo mizernie szło mi odgadywanie. Za to Nadia, część znając, a część zgadując, radziła sobie bardzo dobrze. Duża chcąc wyrównać szanse postanowiła nagle nieco zmienić przewidywalne kategorie quizu.
- Matejko? – rzuciła.
- Piosenkarz! – wykrzykneła Mała, zanim którekolwiek z nas zdążyło się odezwać.

Jak zauważył pan ojciec, nawet trochę podobny do gości z ZZ Top.

emocje_07

Dochodzą mnie słuchy, że niektórzy za nami tęsknią i wyglądają kolejnych wpisów. A ja, zgodnie z obietnicą, szykuję drobny zeszłoroczny remanent, czyli różne, nieopisane do tej pory, siostrzane perełki. Ale świąteczne rozprężenie nie służyło matczynej mobilizacji, a ponadto dłuuuugie ferie spowodowały, że cały czas byłyśmy gromadnie w domu, tylko pan ojciec się nie lenił i dziarsko pracował. No a wiadomo – z dziewczynami co prawda jest wesoło i nie można się nudzić, ale taki stan nie służy skupieniu oraz wenie pisarskiej. Tak więc proszę o jeszcze chwilę cierpliwości.

Na osłodę teraz tylko podsłuchany rano dialog.
- Co jest dzisiaj w modzie – zapytała Mała Dużą przebierając się z piżamy.
- W modzie są słodkie zwierzaczki – poważnie odparła konsultantka.
- Aha – zgodziła się Nadia i wybrała gatki z myszkami.

To się chyba nazywa fashion victim?

DSC_2767

Dziś tylko życzenia Świąt radosnych, jak uśmiechy moich Reniferów! 
(a zaraz po Świętach wracamy z siostrzanymi opowieściami!)

swiateczna_2016

papiery i elementy: holiday hoopla by lliella desingns
szablon: See Right Through Me by Seatrout Scraps
foto: matka Córek

Jechaliśmy samochodem obok kierowcy, który palił papierosa i strzepywał go przez uchylone okno. Sonia, jako urodzona legalistka, od razu zareagowała.
- Mamo, a czy ten pan, za śmiecenie na ulicy, może zostać ukarany?
- Za strzepywanie popiołu nie, bo on zmienia się w takie drobiny jak kurz, albo pył. Oczywiście w ogóle nie powinien śmiecić, ale za popiół nikt go nie ukarze, co innego gdyby na ulicę wyrzucił niedopałek.
- Co to jest niedopałek?
- To, co na końcu zostaje z wypalonego papierosa.
Duża nie dawała za wygraną.
- A co by było gdyby wyrzucił dopałek?

***

Dociekliwość Soni ostatnio nie zna granic.
- Czy prawosławni sa dlatego, że znają prawo i są sławni?
Z trudem powstrzymywaliśmy z panem ojcem cisnący się na usta subtelny rechot.
- Nie, kochanie.
- A czy są też lewosławni?

No trudno, niepedagogicznie zarżeliśmy.

DSC_9202-Edit-2

… a bardzo chciałaby mieć, o czym wspominałam już kiedyś tam. Dziś wystarczył bardzo niedługi spacer, żeby Nadia „przygruchała” sobie nowego koleżkę, I oczywiście nie omieszkała z nim zapozować. A tak jej się oczy śmiały:

DSC_0576-Edit


  • RSS